O autorze
Kocha Łódź - często bez wzajemności. Bywa ona chimeryczna, niewdzięczna, chamska i leniwa. Mimo to, razem z Anią Marczyk prowadzi tu dwie knajpy: Owoce i Warzywa oraz Spaleni Słońcem. Razem zorganizowali lub byli współorganizatorami blisko 200 wydarzeń kulturalnych w mieście. Choć prowadzenie baru i intensywny kontakt z duża grupą ludzi może poharatać psychikę, bezpośrednia styczność z reprezentantami różnych środowisk pozwala spojrzeć na kondycję i zjawiska zachodzące w mieście z szerszej perspektywy.

Z.E.U.S.

Mieszkając w Łodzi, można było odnieść wrażenie, że wszyscy czekają na nowy album Zeusa. Przecież hip hop nie dzieli nas, a łączy. I jak się okazuje łączy nie tylko hip hopowe głowy.

ZEUS, tak jak O.S.T.R. (nota bene również ŁDZ) jest przyczyną rzadkiego zjawiska. Zeusem jarają się gimzety ustawiające się w kolejkach po autograf i chłopaki z ławek pod blokiem. Słuchają go na przerwie w gastronomiku i na studenckich domówkach. Doceniają ci, co na hip hopie zjedli zęby jak i ci, którzy ogarniają raptem Tupaca, Kalibra i Paktofonikę.



W naszym uprzejmym i empatycznym społeczeństwie nieczęsto zdarza się sytuacja, w której można, bez narażania się na śmieszność w środowisku, sympatyzować z tym samym artystą, niezależnie czy pijesz puszkowe na trzepaku, czy uprawiasz homing & eating.

Jak wytłumaczyć to zjawisko?

Michał Szafarz – lider indiepopowego zespołu Revlovers uważa, że Zeus osiągnął perfekcję w przekazywaniu myśli oraz emocji i dodaje – „Płyta – obraz wewnetrznej przemiany artysty poraża uniwersalnością. Dla mnie jest to idealny soundtrack na koniec 2012 roku – ogólną beznadzieję tych dni możemy przełamać jedynie wartościami, których piewcą jest Zeus. Hip hop, jako jedyna współczesna muzyka pokoleniowa, kolejny raz nie zawodzi.“



Kluczem wydaje się być własnie ta uniwersalność. Zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej. Nie jest to eksperymentalny hip hop spod znaku Madliba, a raczej sztama z Kanye Westem – czyli przemyślany, dopracowany pop (w jak najlepszym rozumieniu tego słowa). Trudno wytypować z płyty jeden czy dwa hity. Wszystkie są doskonale skonstruowane i grają na emocjach jak Antoni Macierwicz w fazie manii, albo miss szkolnego korytarza.

Teksty Zeusa opierają się na podobnej zasadzie. Rzeczowe, bezpośrednie i zrozumiałe dla większości odbiorców. Porusza w nich uniwersalne, podstawowe wartości i aktualne problemy. Depresja, miłość, przyjaźń, twórczość, zmieniający się świat. Album jest bardzo osobisty, a Zeus, opowiadając swoją historię, wpisuje się w topos, który uwodzi wszystkich – człowieka z krwi i kości, który pozostając wierny swoim ideałom, przechodzi kryzys, by podnieść się z kolan i niezłomnie piąć się na szczyt. Ty też jesteś Bogiem – uświadom to sobie.



Fama doszła nawet na Wyspy, gdzie obecnie przebywa Marcin Nowicki – wieloletni dziennikarz muzyczny, współpracujący m.in. z Onetem, Machiną i Polskim Radiem.

- “Pochodzę z tego samego rocznika/miasta i kilka fragmentów przekonało mnie interesującą narracją, do której, jako osoba daleka od rapowego fanatyzmu, mogę się odnieść. Nadal, im dalej w materiał, tym tytaniczne próby udowodnienia, że jadło się chleb z większej ilości pieców niż pozostali nadwiślańscy MCs coraz mocniej przytłaczają ilością nie zawsze spójnych wątków. Na płaszczyźnie podkładów jest przyswajalnie. Chociaż motywy typu charakterystycznie przetworzony żeński wokal zsamplowany z jakiejś jazzowej płyty sprzed stu lat słyszałem jeszcze pod koniec poprzedniego milennium, w nieszczególnie porywających numerach katowanych na koloniach przez proto-ziomków. Reasumując: trochę szał wokół „Zeus. Nie Żyje” rozumiem, a trochę odbieram go jako nieco desperacką reakcję na brak idoli z prawdziwego zdarzenia.”

No to co z tym Zeusem? O opinię proszę jeszcze jedną osobę. Miłośnika hip hopu Piotra Podgajnego (prowadzi blog mellowcruiser.com).

- “Siema. Haha, no to gwóźdź. Zabij mnie, ale nie słyszałem nawet całej pierwszej płyty Zeusa, ani drugiej, ani innej (nie wiem nawet ile wydał) Ja już po prostu praktycznie nie słucham polskiego rapu.” – otrzymuję odpowiedź.

Drążąc dalej, dowiaduję się co boli człowieka, który z wielką uwagą śledzi rozwój gatunku od kilkunastu lat.

- “Zeus nawija na zwyczajnych świetnietłustych, funkowych, jazzowych, soulowych bitach, które W CHUJ znudziły mi się już parę lat temu i których było i jest pełno – zero świeżości (puściłem sobie parę fragmentów z nowej płyty, żeby sprawdzić czy coś się w tej kwestii zmieniło – nie).” Piotr przyznaje, że w tekstach Zeusa jest sporo prawdy i nie brak w nich wartościowych refleksji. Drażni go jednak sposób podjęcia i przedstawienia problemów – zbyt dosłowny, bez użycia metafor, analogii, formy przypowieści.



Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. To Zeus jest aktualnie fenomenem czy nie?

Gdyby Zeus recytował myśli Zygmunta Baumana na podkładach DJ’a Shadowa, byłby z pewnością w awangardzie gatunku. Mógłby wówczas liczyć na miano rewolucjonisty i głosu pokolenia. Głosu, którego jednak nikt by pewnie nie usłyszał, głosu reprezentantów pokolenia – tych najbardziej świadomych. I nie zadebiutowałby na 7 miejscu na liście sprzedaży płyt OLIS. Odwieczny dysonans – sukces komercyjny a sukces artystyczny. Poza tym, czy to koniecznie? Umówmy się, paru raperów z polskiego kanonu potrafi rozgrzać nasze szare komórki, ale jest wielu, którzy nie onieśmielają erudycją, podobnie jak poziomomem produkcji . Siłą, którą dysponują jest za to autentyzm, szczerość i świadectwo czasów, jak Molesta na płycie “Skandal”.



I sporo takiej siły ma Zeus. Słuchając tego albumu, wierzy się w to, o czym rapuje.
Nie można mu również odmówić charyzmy. Pytanie tylko, czy hiphop jest jeszcze muzyką naszych czasów, czy może mieć w ogóle tak silny wydźwięk, jak kilkanaście lat temu, kiedy chałupniczy beat nagrany na magnetofon i niewyraźne rymy wydukane do charczącego mikrofonu miały siłę rażenia mudżahedina ze stingerem? Czy w ogóle możemy tego oczekiwać od twórców rodzimego rapu? Może Zeus jest głosem pokolenia, tylko że to już nie jest pokolenie moje ani moich znajomych? A może Zeusowi pozostaje dziś dalszy rozwój artystyczny jedynie ku satysfakcji dziennikarzy, pasjonatów i melomanów?

Pod jednym z utworów zamieszczonych na YouTubie można przeczytać komentarz – „Zeus zamknął rap grę w tym roku“. Ja się z tym zgadzam. Prochu na pewno nie odkrywa. Nie jest Johnen Lenonem czy Patti Smith polskiego hh. Ale ziom ma dwa dziewięć L, nagrał mądrą, szczerą płytę na przebojowych i inteligentnych beatach. Jasne, tu też pierwszy do Ameryki nie dopłynął, ale tego się po prostu dobrze słucha. W porównaniu z innym kolegami ze sceny - uciekinierami z cyrku jak KaeN czy kryminału jak Popek, albo starymi wiarusami, którzy z wiekiem stają się powtarzalni i miałcy, Zeus staje się mocnym elementem współczesnej hip-hopowej układanki.
Trwa ładowanie komentarzy...